
W ostatnich dniach media obiegła informacja o wezwaniach kierowanych przez fotografkę, twórczynię zdjęcia śp. posła Łukasza Litewki, do podmiotów, które udostępniały tę fotografię po jego śmierci.
Sprawa jest trudna, i to nie tylko prawnie. Tym bardziej cieszę się, że mogłam wczoraj udzielić krótkiego komentarza dla TVP3 Kraków. Bardzo dziękuję za możliwość przedstawienia stanowiska w tej kwestii.
„Moim zdaniem, biorąc pod uwagę wciąż stosunkowo niski próg ochrony prawnoautorskiej (choć może zmieni się to po wyroku w sprawach Mio/konektra?), zdjęcie zapewne należałoby uznać za utwór. Niezależnie od legitymacji czynnej fotografki i tego, czy nadal przysługują jej autorskie prawa majątkowe do zdjęcia, uważam, że choć formalnie mogło w tej sprawie dojść do naruszenia, kontekst wykorzystania tej fotografii nie pozostaje bez znaczenia. Trudno mi sobie wyobrazić, by w razie hipotetycznego sporu sądowego roszczenia autorki zostały uwzględnione, zwłaszcza w zakresie autorskich praw majątkowych oraz żądanego zadośćuczynienia. Potencjalną linią obrony mógłby być również zarzut nadużycia prawa. To konstrukcja stosowana wyjątkowo, ale okoliczności tej sprawy mogłyby taki wyjątek uzasadniać.”