Czy są jakieś granice zmowy rynkowej? Okazuje się, że można zmawiać się także na słowach kluczowych. W marketingu wyszukiwarkowym (Google, Bing) reklamodawcy licytują słowa kluczowe związane z marką (np. Nike, Adidas = brand bidding) lub słowa ogólne (buty do biegania = non-brand bidding).
KE podejrzewa teraz biura podróży o „pakt nieagresji” w zakresie brand-bidding, polegający na wzajemności w nielicytowaniu nazw konkurenta. W efekcie, konsument widzi w wyszukiwarce tylko ofertę firmy, której nazwę wpisał, a nie konkurencyjne oferty innych firm.
Z kolei szwajcarski organ antymonopolowy COMCO podejrzewa zmowę także biur podróży, ale i kasyn online, w zakresie non-brand bidding. Chodzi o słowa kluczowe takie, jak „tanie wakacje”, „wycieczka Last Minute” czy „kasyno online Szwajcaria”.
Zmowy z reguły szkodzą konsumentom, w tym wypadku mogą ograniczać możliwość szybkiego porównania cen i standardów usług. Z drugiej strony, licytowanie słów kluczowych to dla globalnych graczy (np. Booking.com, Expedia) koszty liczone w miliardach dolarów. Czyli zmowa, sztucznie bo sztucznie, ale ogranicza koszty reklamy, co z kolei nie podoba się wyszukiwarkom.
W szerszym tle jest jeszcze problem użycia cudzego znaku towarowego jako słowa kluczowego (sprawy Google France, C-236/08 oraz Interflora, C-323/09), co jest dozwolone, jeżeli nie wprowadza odbiorców w błąd co do źródła pochodzenia towarów. Ogólnie niezły galimatias…